piątek, 19 kwietnia 2013

Prolog

Drzwi lodówki otwarte na  oścież pełne pustych lub w połowie zapełnionych strzykawek, jasny blat zasypany słoiczkami i pudłami, czerwona plama na płytkach przy zlewie. Miałam ochotę krzyknąć "coś ty zrobił z naszą kuchnią ?!", ale nie powiedziałam nic. Zdjęłam kurtkę i położyłam ją na jedynym wolnym miejscu w całej kuchni - na zlewie.  Podeszłam  do Seneki pochylającego się nad palnikami  w kuchence. W jednej dłoni trzymał probówkę z wściekle czerwonym płynem, a drugą opierał na gałce do gazu. W fiolce rozpoznałam krew. Jego krew. Westchnęłam, ale widocznie na tyle cicho, że nie usłyszał, bo nadal stał nad kuchenką i wpatrywał się w mały niebieski płomyk. Chyba nawet nie mrugał zahipnotyzowany ogniem. 
-  Jak było  w pracy  ? - spytał nagle  głosem osoby  silnie  nad czymś myślącej. Niestety by utrzymać siebie i brata musiałam pracować w pobliskim gospodarstwie wywalając gnój z boksów akh'euske* i szczotkując je, przy czym musiałam uważać by nie odgryzły mi ręki. Ze względu na trzeci stopień niebezpieczeństwa tej pracy dostawałam dość sporą wypłatę. 
- Jak zwykle - smród, smród i jeszcze raz smród. No i dostanę podwyżkę, bo Geofreyy ma kupić dwa ogiery, które będę musiała trenować. - powiedziałam niewielkim entuzjazmem. Świadomość, że w każdej chwili koń może mnie dosłownie zjeść żywcem nie była zbyt radosna. 
- I dobrze, tylko ty potrafisz się nimi dobrze zajmować. - mruknął z uśmiechem i zdjął probówkę z nad ognia. Wlał jej zawartość do słoika leżącego najbliżej i szczelnie zakręcił.
- Gaz - przypomniałam mu wyłączając palnik. - Dobrze wiesz, że musimy go oszczędzać.
- Tak, tak... Wiem, mamusiu. - mruknął wkładając pojemnik do lodówki i zamknął ją.
- Możesz być mniej wnerwiający ?
Czasami mój kochany braciszek doprowadzał mnie do kompletnego szału. 
- Nie - uciął i wyszedł z kuchni. Boże, dlaczego to właśnie mi przypadło wychowanie młodocianego geniusza genetyki ? Dlaczego nasi rodzice musieli umrzeć tak wcześnie ? Ja miałam 14 lat, a Seneka zaledwie 11. Dla nas obydwojga był to szok. Nie mieliśmy rodziny i musieliśmy radzić sobie sami. Mi udało się znaleźć pracę u Brisbane'ów, a Seneka w lato pracował w lesie przy zbieraniu grzybów i jeżyn. 
- Shervana !!! - dobiegł mnie krzyk brata z podwórza. Coś się działo...



*  akh-euske - [ak-iski] konie wodne

sobota, 6 kwietnia 2013

Witajcie zacne ludzie !

Witam was na moim blogu (jeszcze w rozsypce). Opowiadanie to zapewne zaskoczy was wielu, choć nie mam co do tego pewności. Pierwszy wpis będzie wtedy kiedy będzie, więc cierpliwości :)

Kayri